Wyprawa rowerowa Jelenia Góra - Kołobrzeg 2010. Film.
W lipcu 2010 roku zrealizowałem swoją kolejną wyprawę rowerową. Wyruszyłem z Jeleniej Góry w dniu 3 lipca, kierując się dokładnie na północ. Za cel obrałem sobie małą, uroczą nadmorską miejscowość Grzybowo, położoną tuż nad morzem, niedaleko od Kołobrzegu. Zazwyczaj nie planuję bardzo dokładnie trasy podczas swoich podróży. Tym razem jednak chciałem dojechać jak najkrótszą trasą (i jak najszybciej) nad Bałtyk. Bo pogoda była wspaniała, a ja lubię polskie morze. Zapragnąłem spędzić tam kilka dni, a później wrócić rowerem do domu. A więc harmonijnie połączyć prawie sportową jazdę rowerem objuczonym sakwami i namiotem oraz beztroskie leniuchowanie w nadmorskich lasach i plażach. Przyjemne objadanie się lodami z męczącym, aczkolwiek pożytecznym pedałowaniem. Wszak już w lecie należy przygotowywać się do zimowego sezonu i jazdy na nartach. Podobnie jak wielu narciarzy traktuję rower jako doskonały środek treningowy, nie mówiąc już jego o kapitalnym znaczeniu komunikacyjnym.
Zwiedzam świat i Polskę oraz robię zdjęcia z wysokości siodełka.
Tegoroczna trasa w skrócie
I etap
Jelenia Góra - Złotoryja - Chojnów - Chocianów - Przemków - Głogów - Wschowa. Długość drogi: 135 km.
II etap
Wschowa - Wolsztyn - Nowy Tomyśl - Pniewy - Sieraków. Długość drogi: 130 km.
III etap
Sieraków - Wronki - Lubasz - Czarnków - Trzcianki - Wałcz. Długość drogi: 110 km.
IV etap
Wałcz - Czaplinek - Połczyn Zdrój - Białogard - Karlino - Kołobrzeg - Grzybowo. Długość drogi: 140 km.
Przerwa w jeździe - sześć dni spędziłem opalając się na plaży w Grzybowie i zwiedzając Kołobrzeg.
V etap
Grzybowo - Kołobrzeg - Karlino - Stare Drawsko. Długość drogi: 100 km.
Przerwa jednodniowa na zwiedzanie ciekawej okolicy i pływanie kajakiem.
VI etap
Stare Drawsko - Czaplinek - Wałcz - Czarnków - Wronki - Sieraków. Długość trasy: 160 km.
Lubiatów - Sława - Głogów - Przemków - Chocianów - Chojnów - Złotoryja - Jelenia Góra. Długość drogi: 166 km.
Przyszło mi podróżować w strasznym upale. Czegoś podobnego jeszcze nie przeżywałem. Temperatura - stała - na poziomie 37 stopni Celsjusza. Wypijałem podczas podróży ogromne ilości różnych płynów, jadłem lody dla ochłody. Poza tym wszystko w porządku. Trasę wybrałem tak, aby jak najczęściej jechać przez lasy, a miejsca noclegów wypadały nad jeziorami. Spałem w zależności od sytuacji - w namiocie, pensjonatach a raz nawet w hotelu (zdarzyło się to w Wałczu). Jak widać, pokonywałem terytoria zachodniej Polski. Przez lasy Gór i Pogórza Kaczawskiego, skrajem Borów Dolnośląskich (przez Przemkowski Park Krajobrazowy), przez Puszczę Notecką, Sierakowski Park Krajobrazowy, Drawski Park Krajobrazowy i Szwajcarię Połczyńską.
Przekraczałem tam i z powrotem nasze duże rzeki: Odrę, Wartę i Noteć. Po drodze - wiele widoków, wrażeń i przygód. Sprzęt zawodził. Pękło siodełko, złapałem trzy gumy - to rekord w czasie moich podróży. Mój aparat fotograficzny Canon PowerShot wpadł pod Tira (zaraz na pierwszym etapie) - do wyrzucenia; no i konieczny nowy wydatek po drodze (kupiłem podobny w Głogowie).
Mimo tego nie traciłem dobrego humoru; w końcu byłem na urlopie. Uroki pięknych zakątków Polski rekompensowały z nawiązką wszelkie niedogodności. Schowane w lubuskich lasach ogromne jezioro Sławskie (zwane niegdyś Śląskim Morzem) oraz Jezioro Drawsko (z ruinami zamku Drahim), które zaliczyłem po drodze po prostu zachwycają swoją urodą Niezliczone miejscowości letniskowe i wsie Stare młyny i wiatraki Nie sposób to wszystko szczegółowo opisywać, bo jak nadmieniałem już na wstępie wyprawa miała charakter na poły sportowy na etap przypadało średnio 135 km. A więc dużo, dużo jazdy...
Jednak były miejsca, w których zatrzymywałem się dłużej. Szczególnie zauroczył mnie Chocianów - małe miasto leżące na skraju Przemkowskiego Parku Krajobrazowego. Dawno nie widziałem tak czystego rynku ze ślicznie odnowionymi, i to całkiem niedawno, kamieniczkami - kolorowymi bajecznie Rynek z kościołem zamiast ratusza w centrum Ciekawe, piękne miejsce. Soczyście zielone, wypieszczone trawniczki, klomby zraszane mini fontannami...
Jeszcze ładne, sterylnie czyste centrum Głogowa, gdzie również zatrzymałem się z powodu upału... Kawa i lody w rynku, starym zwyczajem.
I wreszcie Kołobrzeg - tu najczęściej wyciągałem aparat z pokrowca. Miasto jest nowe. Po II wojnie światowej nie pozostało wiele starych kamienic. Jednak wszędzie wokół widoczna jest dbałość gospodarzy o swój nadmorski kurort. Ulice czyste, szerokie i jasne. Wszędzie pełno zieleni, w centrum piękny park z fontannami, pełno ławek. Można w cieniu wielkich drzew przesiedzieć z przyjemnością przez cały dzień. W środku miasta odbudowana Bazylika Konkatedralna, a także duża atrakcja - Muzeum Oręża Polskiego. W pasie nadmorskim drugi wspaniały park i część uzdrowiskowa miasta, port i Kołobrzeska Latarnia Morska O pięknej plaży już nie wspomnę. Tak tu cudnie, że nie chce się wracać do domu... Jednak trzeba, do pracy. Do zobaczenia za rok! Wrócę tu jeszcze!